Polska szkoła świecka

Zamieszczone 21 lutego 2010 - autor: Ginger
Kategorie: Absurdy i absurdziki, Religie, To mnie wkurza!

Tags: , , ,

Oryginalne Walentynki ;)

Zamieszczone 15 lutego 2010 - autor: Ginger
Kategorie: Zmagania z wagą - quasi-dziennik odchudzania.

Tags: , ,

Tegoroczne Walentynki spędziłam bardzo oryginalnie i osobom, które chcą zrzucić kilka kilogramów zdecydowanie mogę ten sposób polecić, zamiast objadania się czekoladowymi serduszkami, ptasim mleczkiem i tym podobnymi.

Mianowicie spędziłam to święto komercji na sprzątaniu a dokładniej na szorowaniu czego się da. A wszystkiemu winna szklanka.  Szklanka typowo do drinków, wysoka, z rozszerzaną górą, której najpierw nie mogłam porządnie umyć -ona wysoka a kran mam nisko, a potem na dobitkę spadała mi z suszarki, gdyż nie mieściła się na niej.  Wkurzyłam się! Przy czym 1/3 na szklankę, 1/3 na siebie, bo wiedziałam, że to skutek PMS, 1/3 na faceta, który się nabijał że się nakręcam. Fakt, że niestety miał rację w niczym tu nie pomógł ;). Szklanki postanowiłam się pozbyć, nie wyrzucając jej co prawda za okno, ale przestawiając wszystko w szafce tak, aby ten komplet znalazł się najgłębiej jak się da. Z rozpędu zrobiłam porządek w innej szufladzie, potem w jeszcze jednej szafce. Wyszorowałam suszarkę, kuchenkę i tak mi się świetnie odreagowywało zdenerwowanie (wykonywanie mechanicznych czynności ponoć działa uspokajająco), że uznałam to za znakomitą okazję do doprowadzenia mieszkanka do błysku. A jest co doprowadzać, gdyż wynajmujemy mieszkanko na Woli, liczące sobie   z 60 wiosen i niestety zajmowane do tej pory głównie przez mężczyzn. tymże to sposobem doszorowanie kafelków może zająć czas do skończenia świata a receptą na domycie podłogi jest jej wymiana, do czego powoli dojrzewam.  Łazienka też nie uniknęła generalnego sprzątania. Szorując wannę wyglądałam jak imitacja niezbyt inteligentnej pani domu z reklamy, która w wielkich żółtych rękawiczkach w pocie czoła szoruje, zamiast posłużyć się jednym ze środków-cud, przy których sprzątanie jest samym reklaksem. Z jednym wyjątkiem – uzbrojona byłam we wszystkie podobno najlepsze proszki, płyny i inne ajaxy i jakoś samo się nie chciało umyć.  Nie udało mi się tylko zapastować podłogi, bo narzeczony wrócił z pastą pól godziny po tym jak skończyłam harówkę, zresztą ledwo zipiąc.

No i z jednej głupiej szklanki tyle korzyści: czyste mieszkanko, 400 spalonych kalorii i na dodatek oryginalnie spędzone Walentynki ;).

WyKopacz polską minister zdrowia, oby prędzej

Zamieszczone 14 lutego 2010 - autor: Ginger
Kategorie: Absurdy i absurdziki, Bez kategorii, To mnie wkurza!, Z mediów

Tags: , , , , ,

Według większości męskich szowinistów, z którymi miałam przyjemność w swoim życiu się zetknąć jestem feministką (epitety niecenzuralne pominę) i w żaden sposób nie udało mi się ich przekonać, że upominanie się o swoje jakby nie patrzeć prawa jest wynikiem jedynie rozsądku. Fakt – popieram wszelkie decyzje kobiet odnośnie ich własnego życia bez względu na to czy jest to robienie kariery, pranie pieluch. Nie mieści mi się w głowie za przeproszeniem czynność polegająca na posypywaniu czegoś pieprzem, że używanie antykoncepcji jest oznaką braku szacunku do samej siebie ani tym bardziej, że kobieta w ciąży głupieje od hormonów i nie jest w stanie podjąć żadnej racjonalnej decyzji. W wyborach głosuję zawsze na kobiety z partii, którą popieram i poza skrajnymi przypadkami takimi jak pani Beger czy inna Chojarska albo pani Rzecznik Praw dziecka od teletubisiów raczej wybaczam paniom polityk różne wpadki.

Pani minister Kopacz zachwiała moją wiarą w człowieka i kobietę ostatecznie. Nie żeby jakikolwiek inny polityk robił to co mówi, mówił logicznie i nie miał pomysłów wołających o pomstę do nieba, ale pani Kopacz jest po prostu brakiem klasy samym w sobie.

Przypomnijmy najpierw dokopała kobietom po pierwsze zakazem cesarek na życzenie, po drugie słynnym „ciążospisem”. Tym samym gdyby nie to, że sama pani Kopacz jest już w wieku zdecydowanie poprodukcyjnym,  dokopałaby sama sobie. Jako iż okres rozrodczy ma już za sobą to co jej tam że narusza prawa konstytucyjne innych kobiet. Ciekawi mnie jeszcze czy ma córkę. I czy wysłała błyskotliwej mamusi  zakrawaioną podpaskę, jak rejestrować ciąże to wszystkie.

Pani Kopacz ma albo rozdwojenie jaźni albo kiepskiego speca od budowania wizerunku, bo jej nowy pomysł przebił nawet poprzednie. Mało że z paczek papierosów straszą ostrzegawcze zdjęcia i napisy, mało że ma być zakaz eksponowania papierosów w sklepach, palenia w miejscach publicznych, to jeszcze nawet palenia we własnym samochodzie.  Skądinąd ta sama pani minister przyznała niedawno, że to zamach na wolność osobistą. Aj, nie ten wiek, nie ta pamięć. nie mówiąc już o tym, że  pani Kopacz bez dymka żyć nie może i o fotkę z nieodłącznym papierosem nie trudno, chociaż w pierwszym dniu urzędowania obiecała, że rzuci. No i przez te zaniki pamięci teraz  strzela w stopę sama sobie ?! Przychodzą mi na myśl 3 odpowiedzi dlaczego:

a) Pani minister ma immunitet więc co jej tam zakazy

b) Pani minister ma zamiar zgrywać bohaterkę, ratującą zdrowe płuca ojczyzny nawet własnym kosztem

c) Pani minister chce rzucić palenie i to ma być sposób, żeby się jej udało.

Ciut ciut kosztowna ta kuracja, szczególnie że pozostali uczestnicy nie zapisali się na nią dobrowolnie a minister gospodarki może mieć słuszne pretensje o niższe wpływy z akcyzy ;-). Pozostaje mi się tylko cieszyć, że po pierwsze nie palę po drugie już niedługo wybory i może  jeśli się nie uda wyKopacz pani minister to może chociaż da się jej nie wybrać na następną kadencję.

A na pożegnanie mam już nawet prezent, ze ściągawką w środku dla opornych:

Bez pracy nie ma kołaczy, czyli diety etap II.

Zamieszczone 1 lutego 2010 - autor: Ginger
Kategorie: Zmagania z wagą - quasi-dziennik odchudzania.

Tags: , ,

Minął miesiąc… za mną ok 2,5 kg w dół. To dobry początek, gdyż udało się schudnąć bez wyrzeczeń. No, powiedzmy bez dużych wyrzeczeń…

Organizm przyzwyczaił się już do mniejszych ilości kalorii i pożywienia i innego sposobu odżywiania. Czas na cios w tłuszcz. Pomocny będzie w tym na pewno jakiś suplement diety, to trochę tak jak z rzucaniem palenia – czasem warto sobie troszkę pomóc. Wybrałam Bio-C.L.A z zieloną herbatą w postaci małych kapsułek. Ma to znaczenie o tyle, że z powodu wiecznych problemów z gardłem mam trudności z połykaniem większych tabletek. Przejrzałam różne propozycje i uważam, że ta jest idealna dla mnie – spalam dodatkowy tłuszcz. Do słodyczy mnie nie ciągnie, więc chociaż rozważałam Bio-Chrom z tej samej serii uznałam, że  lepiej pozbyć się trochę oponki. Rozważam też błonnik, który daje uczucie sytości. Przydałoby się wieczorami, kiedy podczas oglądania filmu ręka sama szuka czegoś do podjedzenia.

No i najważniejsze – bez pracy nie ma kołaczy. Ćwiczenia. Tak, nikomu się nie chce, zwłaszcza gdy za oknem taka pogoda, że się nic nie chce. Jest i na to metoda – mobilizacja grupowa i to nawet niekoniecznie ze znajomymi. Ja odkryłam grupę wsparcia o wszystko mówiącej nazwie – realizacja punktowa:
http://vitalia.pl/index.php/mid/89/fid/1034/diety/odchudzanie/group_id/13021/group_page_tab/1/action/group_topic/group_topic_id/21452

każda aktywność fizyczna  ma określoną ilość punktów, które się sumuje i sporządza listę zwycięzców. Zaczynam właśnie pierwszy tydzień i mam zamiar na dobry początek uzbierać przez pierwszy tydzień 10 punktów dziennie, co pewnie uplasuje mnie poza pierwszą dwudziestką, ale cóż, od czegoś trzeba zacząć.

To tymczasem – odkurzam steper i szukam czegoś interesującego w TV, aby sobie uprzyjemnić wysiłek, potem jeszcze ze 3 setki brzuszków i można iść lulu.

Polak potrafi, dyrektorzy szkół też!

Zamieszczone 31 stycznia 2010 - autor: Ginger
Kategorie: Absurdy i absurdziki, Z mediów

Tags: , , , ,

Nauczyciele się awanturują od jakiegoś czasu o tzw. godzinę karcianą, czyli dodatkową do 18 godzin lekcji, które musi przeprowadzić, tygodniowo. Zakłada się, że w przez pozostałe 22 godziny nauczyciele  przygotowują się do lekcji, przygotowują klasówki i sprawdziany, sprawdzają je, sprawdzają zeszyty uczniów, organizują koła zainteresowań, itp. W praniu, co wiem ze swojego krótkiego doświadczenia w nauczaniu nigdy tyle nie wychodzi, bo który nauczyciel codziennie sprawdza zeszyty lub kartkówki. Kółek zainteresowań jak na lekarstwo i jak się z tego uzbiera na nauczyciela 2 godziny w tygodniu to i tak dobrze. Tym niemniej nauczyciele protestują i nawet im się nie dziwię specjalnie i nie zamierzam ich potępiać, zarabiają jak za 3/4 etatu to i tyle pracują.

Haczyk jest gdzie indziej. Dyrektorzy szkół pokazali raz jeszcze, że Polak potrafi ( no, może z wyjątkiem gry w piłkę nożną) i twórczo wykorzystują dodatkowych kilkanaście godzin, bo po co je marnować na jakieś kółka teatralne czy wycieczki. Same zastępstwa za nieobecnych to trochę mało, poszli więc dalej. Podobno coraz więcej szkół pozbywa się osób (w tym wielu stażystów po pedagogice, co jest podwójnie szkodliwe) opiekujących się świetlicą. Dyżury w nich odbębniają nauczyciele w ramach dodatkowej godziny. Co prawda jeszcze o tym nie słyszałam, ale być może w kolejce czekają etaty w bibliotekach szkolnych, które i tak są obecnie często przystanią nauczycieli, którzy na 1/2 etatu próbują dotrwać do emerytury. A już godną pochwały inicjatywą byłaby rezygnacja z woźnych. Codziennie jedna godzinka sprzątania, korona by nikomu z głowy nie spadła, czyż nie ? 😉

Jednym słowem MEN udało się zamiast poprawić poziom edukacji zwiększyć procent bezrobocia w Polsce. Niby i tu wzrost i tu, tylko chyba nie do końca o to chodziło. Swoją drogą… zdawało się, że pomysłów Giertycha nikt już w MEN nie przeskoczy… A jednak! Polak potrafi!

Przeciwnicy in vitro górą, czyli „Majka”

Zamieszczone 21 stycznia 2010 - autor: Ginger
Kategorie: Problemy kobiet, To mnie wkurza!, Z mediów

Tags: , , ,

Zwolennikom in vitro strzał w głowę z bliskiej odległości zafundowała stacja telewizyjna TVN. I to bynajmniej nie cytowaniem słów posła Gowina ani innych radykałów, co to w zamrożonym zarodku widzą „człowieka”, ale adaptacją kolejnego durnego wenezuelskiego czy tam innego brazylijskiego tasiemca. O ile jeszcze poprzedni hit, czyli „Brzydula” był podobno do zniesienia, czego nie mogę stwierdzić z autopsji to „Majka” może się okazać strzałem także we własną stopę dla TVN-u.

Dzięki durnemu „pomysłowi”, od którego serial się zaczął, czyli dla niewtajemniczonych historii jak to dziewczę udało się na cytologię a w efekcie została zapłodniona in vitro, mamy ogromną szansę na cofniecie się w rozwoju a przynajmniej wiedzy na temat zdrowia kobiety o ładnych kilkanaście lat. Nikt nie musi nikogo przekonywać o tym, że kobiety w Polsce do ginekologa chodzą z równym zapałem jak do dentysty, tylko o wiele rzadziej. Powoduje to, że w pokoleniu naszych mam, mam tu na myśli kobiety w wieku 50-65, średnio połowa ostatni raz u ginekologa była w czasie ciąży. No i dzięki „odważnym” decyzjom stacji, widownia serialu, czyli pewnie kilka milionów widzów w większości kobiet nabierze przekonania, że wizyty u ginekologa są nie tylko średnio przyjemne, ale i szkodliwe, bo możesz zostać przez pomyłkę zapłodniona in vitro i co wtedy ? Może nie jestem lekarzem ginekologiem i na warunkach inseminacji  się nie znam, ale każda kobieta, która chociaż raz w życiu miała cytologię wie, że trwa ona góra pół minuty a nie blisko godzinę! A tu proszę, studentka leży pół godziny w czasie zabiegu, kolejne pół potem i zero refleksji. Nie wiem już czy to ona jest głupia czy debili się robi z Polaków.

Zaczynam się zastanawiać czy przeciwnicy in vitro nie złożyli się przypadkiem na produkcję serialu, bo efekt jaki mają szansę osiągnąć przewyższa wszystkie ustawy i zakazy. Jeszcze zwolennicy pro-life powinni wymyślić jakiś odpowiednik Majki przeciwko aborcji i wykrzykiwania Rydzyka i jemu podobnych stanie się zbędne ;). Po co walczyć jak można ośmieszyć ?

Żadna tam „Majka” tylko zwykła bajka.

Whisky samo zło, czyli o diecie po raz pierwszy!

Zamieszczone 11 stycznia 2010 - autor: Ginger
Kategorie: Zmagania z wagą - quasi-dziennik odchudzania.

Tags: , ,

Nie wiem jak wy, ale ja jak tylko złożę mocne postanowienie poprawy i mam szczery zamiar zmienić swoje nawyki żywieniowe to ZAWSZE zdarza się coś, co skutecznie uniemożliwia mi realizację celów. Dzisiaj niestety zdenerwowałam się strasznie, okropnie i w ogóle nie do opowiedzenia. Ostatnie godziny w pracy spędzilam siedząc jak na szpilkach, droga autobusem do domu dłużyła się strasznie, bo nawet czytać nie mogłam ( tu akurat nie tyle z nerwów co z zimna, ciężko się przewraca strony w rękawiczkach). No i niestety, siostra whisky tak ładnie się do mnie uśmiechała, oferując gotowe rozwiązanie problemu, rozluźnienie i w ogóle, że niestety… W kąt poszły rozsądne porady co jeść w stresie i Sunny nie oparła się małej szklaneczce whisky.Z dwojga złego chyba lepsza whisky niż czekolada. Albo może tylko tak mnie się zdaje. Jakby się tak zastanowić to wino podobno sprzyja trawieniu, na ból żoładka polecana jest wódka z pieprzem a różne nalewki są polecane na wszystko.  Chociaż z drugiej strony do wszystkiego da się dorobić ideologię przy odrobinie wysiłku.

A propos wysiłku to w ramach odkupienia win spalę wszystko na stepperku …  Bez ćwiczeń nie ma kołaczy

Oszustwa i mydlenie oczu pewne jak w banku!

Zamieszczone 29 grudnia 2009 - autor: Ginger
Kategorie: Absurdy i absurdziki, Finanse, To mnie wkurza!

Tags: , , , , ,

Tym razem odbiorę chyba piętkę z chleba Samcikowi, którego porady finansowe ze zmienną przyjemnością czytuję i poznęcam się trochę nad produktami bankowymi a dokładniej nad wytworami ich doradców od marketingu.

To, że nie ty masz zarobić w banku, tylko bank na tobie jest niejako rzeczą oczywistą i nie bardzo podlegającą dyskusji. Masz oszczędności – zagrabi ci je Państwo, stosując podatek Belki (chyba tej biblijnej, której drzazgą w oku jest posiadanie przez obywateli zaskórniaków). Podatek dochodowy jak widać jest za mały, skoro nawet ukryte i wesoło pokwikujące a to vat a to akcyza a to podatek od czynności cywilno-prawnych nie dał ci rady, trzeba więc cię dodatkowo „ukarać”, czytaj: skłonic do podzielenia się z rozdętym, zbiurokratyzowanym krajem, podobno ojczystym.

Ale do rzeczy. Poczytałam sobie opisy/reklamy różnych lokat i kont oszczędnościowych i w oko wpadły mi dwie, szczycące się wyjątkowo wysokim oprocentowaniem, no i szumnym zachwalaniem, bo jak tu nie ulec magii słów: „Bezpieczny sposób pomnażania środków – gwarantowany zysk, bez ryzyka utraty kapitału. Sam decydujesz, jak długo i jak ciężko będą pracować Twoje pieniądze.”

Pomnażanie środków, wysokie oprocentowanie, owszem, dla tych, którzy nie potrafią bądź lekceważą sobie przeczytanie tabeli opłat i prowizji. Dostaniesz swoje 7,07 % na koncie oszczędnościowym, ale… Albo zlecisz przelewanie swojego wynagrodzenia do banku albo ta przyjemność będzie cię kosztowała 29.90 zł – miesięcznie. nie trzeba być orłem, aby policzyć, że w przypadku ulokowania 10.000 zł po roku zysk w wysokości 707 zł zostanie pomniejszony o 360 zł, czyli da ni mniej ni więcej tylko 347 złociszy. Pomniejszonych oczywiście o podatek Belki.  Pieniądze pracują faktycznie ciężko aby nic nie zarobić.

Dalej nie było lepiej, tu również twoje oko cieszyło imponujące rozmiarami 7,07 % w skali roku. Znacznie mniejszymi już literami dodano informację, że tak naprawdę oprocentowanie to 5,65, ale ponieważ to lokata jednodniowa, codziennie odnawialna to zyskujesz tyle, co zarobiłbyś na lokacie 7,07 po uwzględnieniu podatku Belki.  Używając znanego porównania – to mniej więcej tak samo jak podawanie długości penisa włącznie z kręgosłupem. Co nie przeszkadza włodarzom banku zachęcać, aby szybko i sprawnie założyć lokatę przez internet, najlepiej już dziś! Pewnie, jutro mógłbyś się doczytać szczegółów i po co ci to?!

I jak człowiek ma realizować postanowienia noworoczne, że będzie oszczędzał. No jak? Nie da się! Masz to jak w banku!

„A miało być tak pięęęęknieeee…”

😉

Prawo do żebrania podstawową swobodą obywatelską

Zamieszczone 22 grudnia 2009 - autor: Ginger
Kategorie: Absurdy i absurdziki, To mnie wkurza!, Z mediów, Zasłyszane/obejrzane w autobusie

Tags: , , ,

Nie mogę czytać gazet, no nie mogę. Szkodzi mi strasznie lektura o totalnej głupocie ludzkiej.

Tym razem w porannej Wyborczej, sobotniej nota bene, zafascynowałam się historią zmagan władz Genewy z plagą żebraków. Szwjacarskie władze próbowały bronić swoich mieszkanców przed zalewem Romów restrykcyjnymi ustawami o całkowitym zakazie żebrania, egzekwowanym przez liczne patrole policyjne, które dodatkowo ułatwiały sobie życie notatkami na dowodach typu „żebrak”, itp. Romowie poczuli się urażeni i prześladowani, efektem czego była sprawa sądowa o – uwaga- pozbawianie ich podstawowego prawa obywatelskiego jakim jest swoboda żebrania.  Sąd chyba upadł na głowę co najmniej kilka razy, gdyż nie tylko przyznał im rację, że policjanci byli lekko nadgorliwi z czym jeszcze mogę się zgodzić, ale …   jeszcze przyznał Romom prawo do legalnego żebrania. Co już moim skromnym zdaniem zakrawa na absurd, bo zdaje się, że z kolei obywatele Szwajcarii mają prawo do swobodnego przechodzenia ulicami i spokojnej jazdy komunikacją miejską.  I osobiście dziwię się, że w Szwajcarii nie ma jeszcze tego co w Polsce i Niemczech funkcjonuje już od kilku lat – apele, aby  pomagać przez wspomaganie organizacji a nie wrzucanie do puszek.  W końcu wiadomo nie od dziś, że za każdym umorusanym dzieckiem z puszką stoi antypatyczny bandzior, który zmusza dzieciaka do stania na mrozie a wrzuceniem monety do puszki mu nie pomożesz. Osobiście wolę kupować bukieciki kwiatków od sympatycznej babci albo starszego pana, który spaceruje niedaleko mojego bloku. Wiadomo, że wymarznięte roślinki długo nie postoją, ale jeśli dzięki temu staruszek pójdzie wcześniej do domu to warto…

Profesor ? Nie dziękuję, wolę stażystę.

Zamieszczone 6 grudnia 2009 - autor: Ginger
Kategorie: Z mediów

Tags: , , , , ,

Czytając cokolwiek bulwersujący artykuł w Wyborczej o kolejkach do lekarza dotrwałam, m.in. do takiej notki:

Rok poczeka na wizytę u znanego kardiologa w przychodni przy publicznym szpitalu w Zamościu Anna. Ma 82 lata i choruje na serce.  Na wizytę u początkującego specjalisty czeka się tam około miesiąca. Za 70 zł ten sam znany kardiolog przyjąłby ja od ręki w prywatnym gabinecie.

Nie będę się już nawet wyzłośliwiać na tle tego, że jak się chce leczyć u sław to normalne, że albo się płaci albo czeka. Ja zapytam tylko: po co ? Doprawdy nie widzę w tym żadnego sensu, bo w Polsce House’ów nie ma i nie będzie.  Nie mówiąc o tym, ile się nasłuchałam opowieści o tym jak to uznane autorytety, stosownie posiwiałe wypisywali ludzi, bo postawili już na nich krzyżyk i gdyby nie młodzi stażyści często już dawno by ich nie było na tym najwspanialszym ze światów.Oni są jeszcze na bieżąco z nietypowymi objawami, rzadkimi chorobami i potrafią postawić dobrą diagnozę a nie uznać, że to pierwszalepszapopularnachoroba a to coś co nie pasuje do objawów to mało ważne.

Bądźmy szczerzy – lekarzom na każdym etapie specjalizacji nie zależy. Za dużo muszą wypełniać papierków, odbywać dodatkowych kursów, odwalać godzin praktyki, aby zauważali jeszcze w pacjencie człowieka. No, chyba, że jesteś super ciekawym przypadkiem, na temat którego można napisać porywający artykuł albo akurat cierpisz na chorobę, na temat której pisze akurat monografię. Tyle tylko, że profesorowi jak coś sknoci to już niewiele zaszkodzi a stażyście może nadłamać karierę, więc się jeszcze trochę pilnują i starają. Moje oczka też oddałam młodej lekarce, tak na wsiaki słuczaj, żeby mieć pewność że jej się ręce nie trzęsą i mi tym laserem krzywdy nie zrobi.

A w ogóle to najlepiej:

„Daleko od noszy, od noszy najdalej,
Najlepiej nie choruj, omijaj szpitale.
Daleko od noszy, od noszy najdalej,
Nie choruj, omijaj szpitale…”